Reklamy

Lepiej robić bezpieczne eventy niż nie robić ich wcale.

 A może by tak założyć, że na jesieni będzie nowa sezonowa epidemia sezonowej choroby – COVID19, a potem na wiosnę i kolejnej jesieni, aż odpowiedni procent obywateli zostanie zaszczepiony lub ją przejdzie po prostu? Nie zakładajmy już nawet, dla uproszczenia modelu, że pojawią się mniej lub bardziej groźne mutacje. Załóżmy po prostu, że COVID na razie z nami jest i zostaje.

Czy w takim razie wprowadzone właśnie wytyczne dotyczące wydarzeń będą obowiązywać na jesieni? Czy też będzie się to co dwa tygodnie zmieniać? Maseczki, ograniczenie bezpośredniego kontaktu, mierzenie temperatury, zarządzanie danymi osobowymi, 1 osoba na 4 m2, szersze ciągi komunikacyjne, itd., itp. Tego właśnie możemy się spodziewać? Czy też może znów wprowadzony zostanie całkowity zakaz organizacji wydarzeń? To pytanie jest kluczowe i najważniejsze w tej chwili. Od udzielonej odpowiedzi zależy decyzja czy zabieramy się do jesiennych realizacji czy też nie ma to sensu i lepiej pojechać na wakacje. To jest pytanie do rządu, ale również m.in. do Tugether. Czy dostaliśmy lub dostaniemy gwarancje, że obecne wytyczne będą nadal obowiązywać, gdy wzrośnie liczba zachorowań? Czy też zostały one wprowadzone tylko na czas wakacji (sic!)? Czytamy o finansowych żądaniach branży, o potrzebie specjalnej tarczy. Brzmi dobrze i słusznie, ale aby wiedzieć, czy dodatkowa pomoc jest niezbędna, musimy wiedzieć przede wszystkim, czy od teraz będziemy mogli już pracować. W nowym rygorze to jasne, ale tak czy nie?

Pracować nie możemy jeśli limit na wydarzenie to 150 osób. Wolne żarty. Jeśli jednak wytyczne to 1 osoba na 4 m2, zachowanie dystansu i inne rygory. To czemu nie? Tylko właściwie, które wytyczne obecnie obowiązują? Opisane powyżej rygory czy właśnie limit 150 osób? Wydaje się, że rygory, ale nadal pojawiają się publikacje, które temu przeczą, a nawet szumne ogłaszanie umożliwienia organizacji wydarzeń do 500 osób na jesieni, więc jak jest?

Jeśli dostaniemy gwarancje, że obecne regulacje będa nadal obowiazywać po wakacjach lub chociaż informację, co musiałoby się stać, by przestały obowiazywać, to może, spróbujemy na poważnie działać w tych nowych warunkach? Na poważnie, to znaczy robiąc wydarzenia, a nie o nich webinarujac.

Problemem jest popyt? To prawda, ale co zrobiliśmy by nie był problemem? Od obiektów zaczynając. Duże hotele już pod koniec kwietnia ogłosiły swoje polityki bezpieczeństwa. Ci którzy zrobili to najgłośniej i najlepiej, mają prawie pełne obłożenie. A obiekty eventowe? Który z obiektów publikował na swojej stronie i rozesłał do organizatorów dokument, z którego wynika jakie są nowe procedury bezpieczeństwa? Kto dostał informacje ile osób w bieżącym stanie prawnym możemy w danym obiekcie przyjąć? 150 czy właśnie jedną na 4 m2? Kto dostał informacje o tym, jakie środki bezpieczeństwa zostały wdrożone w obiektach eventowych?  Może zmieniły się ciągi komunikacyjne? Jak wyglądają rozwiązania wentylacyjne, czy są zgodne z wymogami? Te dokumenty powinien mieć już każdy organizator, który ma rezerwację na jesień 2020.

Popyt pojawi się, gdy z jednej strony znikną obawy a z drugiej uczestnik będzie mógł poczuć, że udział w wydarzeniu sprawi mu przyjemność. Zarówno poczucie bezpieczeństwa, jak i chęć udziału w wydarzeniu da mu konkretna informacja. Wiedza jak wydarzenie przebiegnie, do jakich reguł będzie musiał się stosować, dlaczego będzie bezpiecznie powinna do niego docierać wszelkimi możliwymi kanałami, tak by zapragnął wziąć udział w bezpiecznym evencie. Tylko tyle i aż tyle. Nie kolejny webinar o przyszłości branży, a konkretne PR’owe dokumenty z każdego obiektu w Polsce i z każdej planowanej imprezy są szansą dla branży. Praca działów bezpieczeństwa i PR obiektów to teraz podstawa. Tylko wyposażeni w takie narzędzia organizatorzy mają szansę na sukces na jesieni. Przede wszystkim nie straćmy kolejnych tygodni. Uczmy się od hotelarzy.

Agnieszka Huszczyńska

Podziel się:

FacebookLinkedIn


Reklamy