Reklamy

I co, napisałeś już swoje CV? Sprawdź, gdzie kończą swoją historię event managerowie.

I co, napisałeś już swoje CV? Sprawdź, gdzie kończą swoją historię event managerowie.

Kiedy piszę na początku o pewnym managerze, który przygotowuje swoje podanie o pracę, kto przyszedł wam na myśl. Pewnie ktoś, kto za chwilę okaże się słynnym biznesmenem o globalnych zasięgach i wielomilionowych obrotach. Wierzę, że zaskoczę was na pewien sposób.

Wyobraźmy sobie historię z końca XV wieku, a nasz manager to artysta ponad wiekowy, geniusz o jakim każdy marzy, o którym powstają książki, filmy i powieści. Wyobraźmy sobie życie Leonarda da Vinci.

Pewnie pierwszymi skojarzeniami, jakie macie z tym artystą jest człowiek Witruwiański, maszyny latające, obrazy takie jak Mona Lisa, Dama z gronostajem, Ostatnia Wieczerza, czy co tam jeszcze sięgniecie pamięcią. Generalnie, człowiek sukcesu.

.

Historia jego jest jednak o wiele bardziej przewrotna. Leonardo niewątpliwie miał talent, ale miał też sporo aktualnych na dzień dzisiejszy zmartwień i wad.

Dajmy na to taką prokrastynację – podobno jedną z jego przywar jako artysty, były trudności ukończenia rozpoczynanych na zlecenie dzieł.

Wiele lat jako uczeń nie musiał się tym martwić, gdyż to jego mistrz pilnował oddania zlecenia na czas. Mając jednak 25 lat postanowił otworzyć swoją własną pracownię i okazało się to kompletnym fiaskiem. Głównym powodem były właśnie trudności ze zdobyciem zlecenia i dotrzymaniem termin. Aktualne do dziś, prawda?

W końcu kiedy dostał swoje zlecenia, dzięki wstawiennictwu ojca, jego zleceniodawcy tak rozpisali dla niego umowę, żeby zmusić go do dotrzymania jej w terminie. Mimo takiego bata na niego, zaciągał pożyczki, a pracował za chrust i wino, pieniędzy z tego  nie było.

.

To słynne podanie o pracę przygotowane dla Ludwika Sforzy na mediolański dwór, Leonardo napisał jak najleszy sprzedawca. Opierał je nie na faktach, ale na potrzebach ówczesnego władcy, który zdobył władzę siłą i obawiał się buntu. Dlatego tyle tam było o maszynach wojennych.

.

Większość jego mechanizmów wojennych, którymi wychwalał się w tymże liście, powstały tylko w jego notatkach. Wiecie jednak co? Dostał pracę na dworze. Nie uwierzycie jednak jako kto? Dostał ją jako “producent” spektakli i widowisk. Dzisiaj wiadomo jaki mamy na to tytuł zawodowy – event manager.

Po widowiskach nie został prawie żaden ślad, w porównaniu z przytoczonymi już dziełami. Pozostały jednak notatki i “strzępki relacji na temat ich olśniewającego, ale ulotnego splendoru”.

Czy jego praca wtedy różniła się znacząco od naszej dzisiaj? Bynajmniej. Z notatek wynika, jak skrupulatnie robił listy zakupów, projektował stroje, choreografie, tematy muzyczne i skomplikowane, ruchome scenografie. 

Praca ta też okazała się być rozwiązaniem problemu z odwlekaniem ukończenia dzieł. Kurtyna w górę, dzieło skończone. Aktualne, prawda?

Po wielu latach takiej właśnie pozycji na dworze, jego kariera potoczyła się w końcu w kierunku znanych powszechnie i do dzisiaj wytworów jego geniuszu.

Dla wzmocnienia chęci zapoznania się głębiej z sylwetką Leonarda, przytaczam cytat z książki, na której oparłam dzisiejszy wpis, który opisuje pokrótce wagę pracy Leonarda.

“Oprawa  publicznych  festynów  zawierała  bogatą  symbolikę  historyczną  oraz  religijną,  którą  Sforzowie  chętnie  wykorzystali  do  wzmocnienia  legitymizacji  władzy  w oczach  poddanych.  Ludwik  przywiązywał  do  tego  tak  dużą  wagę,  że  pod  jego  egidą  w Mediolanie  powstała  namiastka  współczesnego  przemysłu  rozrywkowego.  W przygotowaniu  widowisk  uczestniczyły  całe  sztaby  fachowców:  od  architektów  i specjalistów  mechaniki  przez  muzyków,  poetów  i artystów  aż  po  inżynierów  wojskowych.  Leonardo,  który  uważał  się  za  osobę  kompetentną  w każdej  z tych  dziedzin,  dostrzegł  szansę  na  zdobycie  pozycji  na  mediolańskim  dworze.”

( Leonardo da Vinci Walter Isaacson) 

ps. Inspiracją do tego tekstu była rozmową z Magdaleną Filcek, którą serdecznie pozdrawiam i dziękuję za podzielenie się tą historią.

Barbara Świderska

Podziel się:

FacebookLinkedIn


Reklamy