Reklamy

Ni pies ni wydra czyli hybryda.

Za pośrednictwem Internetu można dostarczać rozrywkę, edukację, sprzedawać właściwie wszystko. Można porozmawiać z kolegami z pracy i nawet zorganizować konferencję. Można poinformować wszystkich znajomych bliższych i dalszych o tym, co się zjadło na obiad i jaki film planujemy obejrzeć wieczorem. Można obejrzeć transmisję meczu i koncertu ulubionej gwiazdy. Można nawet przenieść się w wirtualną rzeczywistość i wracać do tej naszej tylko w celach fizjologicznych, co zdarza się najbardziej uzależnionym graczom. W serialach takich jak Black Mirror snuć już nawet można fantazje o przeszczepianiu świadomości do rzeczywistości cyfrowej. Nie można wykluczyć, że taka opcja będzie kiedyś możliwa. To wszystko można nie od dziś i nie od wczoraj.

Dlaczego więc kwitnie czy też do niedawna kwitła gastronomia, turystyka, przemysł rozrywki oraz branża eventowa? Dlaczego na ulicach dużych miast pełno jest spacerowiczów, rowerzystów i biegaczy? Dlaczego po kilku miesiącach spędzonych w domu większość dzieci marzy, by wrócić do szkół? Dlaczego pomimo sygnalizowanego potencjalnego ryzyka turystów na Pomorzu było w te wakacje więcej niż w latach poprzednich? Dlaczego tak się dzieje, skoro można było siedzieć w domu i wszystko załatwić on-line?

Zapewne dlatego, że człowiek jest istotą społeczną, kierowaną emocjami, żądną wrażeń i posiadającą pięć zmysłów, które pragnie zaspokajać. Pewnie z tego samego powodu, choć wielu próbowało, nie od marca 2020, ale od jakichś 10 lat, przemysłu spotkań nie można przenieść do sieci, a wydarzenia hybrydowe docelowo nie stanowią świetlanej i jedynej przyszłość branży. Czas by powiedzieć to głośno i stanowczo w imieniu hoteli, obiektów eventowych, cateringów, scenografii, wypożyczalni mebli i dostawców technologii. Nie tylko dlatego, że jeśli nikt tego nie mówi, to milcząco przybijamy gwóźdź do trumny wielu wartościowych biznesów, ale także dlatego, że to prawda.

Szkolenia on-line i tzw. wydarzenia hybrydowe to żadna nowość. Jest to jedna z opcji, która w związku z obecną sytuacją na pewno dynamicznie się rozwinie wypełniając swoją niszę. Obecnie powstaje wiele fajnych rozwiązań i nowych projektów, ciekawych ofert on-line, które znajdą swoich amatorów. Mają one swoje miejsce bytu, uatrakcyjniają i ułatwiają nasze życie. Jednak z pewnością docelowo funkcjonować będą obok a nie zamiast tradycyjnego rynku wydarzeń. Być może dziś nie jest jeszcze czas na organizację niektórych spotkań. Inne mogłyby, a nawet powinny się odbyć, skoro otwarte są kina, muzea, centra handlowe, hotele i restauracje. Tymczasem choć otwierają się drzwi do rozważnego i zrównoważonego powrotu do organizacji wydarzeń, stowarzyszenia branżowe zaplanowały spotkanie… on-line. Jaki jest to sygnał dla potencjalnych klientów branży eventowej? Czy nie lepiej całkowicie zrezygnować z realizacji konferencji niż wysyłać takie niepokojące sygnały? W końcu, w jaki sposób mówić w trakcie szkolenia o organizacji wydarzeń w nowej rzeczywistości, gdy się tego w gruncie rzeczy nie robi? To tylko część pytań, które nasuwają się w tej sytuacji. Do kompletu pojawia się poczucie don kichotowskiej walki z wiatrakami wraz z pytaniem o to, co powinniśmy zrobić, skoro flagowe branżowe organizacje opuściła wola i chęć pokazania, że wydarzenia mogą odbywać się bezpiecznie jesienią 2020.

Agnieszka Huszczyńska

Podziel się:

FacebookLinkedIn


Reklamy