Reklamy

Zdechł kalendarz! Niech żyje nowy!

Ten okrzyk w oryginale dotyczył króla: zmarł król, niech żyje król! W ten sposób na dworach ogłaszano zmianę na tronie. A w branży eventowej to kalendarz właśnie rządzi. Powiem więcej – jest nie królem nawet, lecz bogiem.

Tym którzy czytają to ze zdziwieniem, przypomnę nasze rozmowy: panie Marku, nasz klient szuka mówcy na cyklówkę/zjazd/event – czy 19 września ma pan wolny? Nie zaczynamy rozmowy od tego czy to dobry dla pana temat, czy się pan podejmie… Kalendarz jest Bogiem. Najważniejsze czy 19 września od 14.00 możesz być w Rynie, Narvilu, Mikołajkach czy Ossie. Szczegóły dogrywamy potem. Dziś mam wrażenie, że stare kalendarze trzeba odłożyć na półkę, odkopać jakiś czysty, przenieść tam (raczej ołówkiem) zapiski lipiec-grudzień i zacząć od nowa. Umarł król? Niech żyje król!

Oczywiście nowe nie będzie takie samo jak stare. Jeśli ktoś już był na kawie czy obiedzie w otwartych znowu lokalach, to wie o czym mówię. Dystans, przesłony, maseczki. Razem z rodziną można, z osobą obcą – dystans dwa metry. A jeśli „obcą” jest brat czy siostra… To będzie się zmieniać, porządkować. Ale pokazuje nam jak wiele może się w naszych eventach zmienić.

Zacząłem od kalendarza i na nim się skupię. Jedną z moich fascynacji czasów szkolnych były książki Kosidowskiego, w tym „Gdy słońce było Bogiem”. Przez naście lat żyłem w przeświadczeniu, że kalendarz jest jeden, a pewne daty stałe od początku świata. Przyznam, że informacja o tym jak ustalono datę Bożego Narodzenia był sporym szokiem. Pierwotnie było to 19 kwietnia, 20 maja, a nawet przejściowo 17 listopada. Dopiero w roku 353 wybrano datę 25 grudnia, by „przykryć” popularne rzymskie święto Mitry, boskiego Słońca. Że to wieki temu? Niekoniecznie… Sam pamiętam, kiedy zabronione przez władzę ludową święto 3 Maja kultywowano w kościele jako święto maryjne, a przymusowy 1 Maja „łagodzono” Świętym Józefem Robotnikiem. Te niemal współczesne operacje na kalendarzu sugerują nam, że nie ma w nim „świętych dat”, że można je traktować twórczo, zmieniać. Że można proponować klientom rozmaite działania, niekoniecznie zgodne z tradycją firmy, trwałymi zapisami w ich kalendarzach. Trzeba działać, czasem właśnie zrywając z tradycją. Inaczej może być tak jak z wieloma imprezami czy mistrzostwami – przenosimy! Na kiedy? Za rok! To zły pomysł. Bardzo zły!

Gdyby ktoś z Was myślał, że w tradycji jest zawarta mądrość – ma 100% racji. Tyle, że to mądrość TAMTYCH czasów. Czy ktoś z Was może logicznie wyjaśnić dlaczego wakacje uczelniane trwają aż do października? Dlaczego dorośli, 19-23 letni ludzie co roku mają ponad trzy miesiące luzu, w zasadzie prawie jeden semestr? A to tradycja ciągnąca się od średniowiecza. Wtedy studenci (niemal w całości synowie szlacheccy) zarządzali żniwami i dopiero po omłotach, a potem po zbiorach ziemniaków wracali na uczelnie. Wtedy to miało sens. Ale czy dziś też ma? Kultywujemy tradycję, nawet nie wiedząc skąd się wzięła. Podobnie zresztą powstała przerwa wakacyjna w teatrach, sensowna w czasach pani Dulskiej. Ale czy dziś zamykanie teatrów w wakacje nadal ma sens? Potrafiliśmy sprawnie zmienić kalendarz szkolnych ferii zimowych, ale termin wakacji szkolnych pozostał nadal Bogiem. Tak logicznie, przy zdalnej szkole od marca do czerwca, problemach z wakacjami, niepewnością pracy dla wielu osób – może warto pomyśleć o zorganizowanym zagospodarowaniu kilku milionów uczniów szkół podstawowych w lipcu i sierpniu? Ale znowu – trzeba by twórczo podejść do kalendarza. No bo jak? Szkoła w lipcu??? A w Niemczech to od lat normalne i naturalne, bo organizacja wakacji jest taka jak u nas ferii zimowych, na zakładkę, rozsunięta w czasie. W jednych landach uczą się w lipcu, w innych w sierpniu. Można?

Takiego właśnie otwartego myślenia o datach, o terminach, o nowych propozycjach, o wyjściu w rozmowach z klientami „out of the box” serdecznie Wam życzę. Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie. Choć na pewno inaczej.

Marek Skała

Podziel się:

FacebookLinkedIn


Reklamy